Łączna liczba wyświetleń

Powered By Blogger

Obserwatorzy

piątek, 10 grudnia 2010

My face.

Jestem ! Proszę o wybaczenie za sporą nieobecność ;P Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, no może brak weny i zdjęć ;) Zatem wracam i zapraszam do czytania i komentowania ;)
Przyszalałam dziś z aparatem zatem na "dzień dobry" MY FACE !
( Co byście nie zapomnieli jak wygląda ta niedobra jędza vel. zakupoholiczkaaa ! :) )







I'm a crazy girl... ! :D
hahaha :)


sobota, 4 grudnia 2010

Trzy pierdółki ponad program.

Trzeba się trochę ograniczać zakupowo, ale jakoś kiepsko wychodzi ;D
Wczoraj zakupiłam 3 rzeczy zupełnie nie wiedząc czemu, 
ale na pewno zaostaną wykorzystane... skoro już są ;)

Pierwsza rzecz to świeczuszka Brise kupiona w Lidlu za 8,99zł. Ma bardzo ładny zapach ! 




Druga rzecz to stalowe 'pudełeczko" na karteluszki :-P
Cena również 8,99zł. Mały gadżet, ładnie wyglądający ;)


Oraz trzecia rzecz to biodegradowalny długopis !
W cenie 7,99zł. No ale czego się dla ochrony środowiska nie robi ;D
Swoją drogą fajnie się nim pisze, jest żelowy o grubości 0,7mm. 


piątek, 3 grudnia 2010

Mój CHARMSOholizm ;-)

Co to są CHARMSY???

To biżuteria, która cieszy się ogromną popularnością zarówno u młodych dziewczyn jak i dojrzałych kobiet na całym świecie. Charmsy to bransoletki, które można komponować indywidualnie i zmieniać w zależności od nastroju. Najpierw trzeba kupić łańcuszek. Następnie kupuje się do niego zawieszki - charmsy. To jak tworzenie pamiętnika lub zbieranie amuletów – a właściwie to i jedno i drugie.

Wzorów charmsów jest nieskończenie wiele. Są charmsy świadczące o naszych uczuciach, czyli kryształki, serduszka, słoneczka, strzały czy kluczyki. Są charmsy reprezentujące pasje i zainteresowania – na przykład jazdę na skuterze, podróże czy żeglarstwo. Mogą być również zupełnie zwariowane kojarzące się na przykład z szalonymi zakupami, czy urodzinową imprezą.
Charms może nam przypominać urodzinową imprezę, Walentynki albo osiągnięcie jakiegoś życiowego planu. W ten sposób nosimy cały czas blisko przy sobie coś, co pozwala nam poczuć się przyjemnie. W stresujących sytuacjach mamy na ręku zbiór ciepłych wspomnień, które błyszczą, migoczą i olśniewają. Dzięki temu, że można dowieszać lub zdejmować kolejne zawieszki, bransoletka „żyje własnym życiem” i zmienia się wraz z jej właścicielką.

Ponadto charmsy dodają jeszcze jednego znaczenia biżuterii, bo to nie jest już tylko biżuteria magiczna, ale również cała kultura, która wokół niej się tworzy w wyniku niezwykłego światowego trendu. Poszczególne charmsy są dobierane w zależności od charakteru, gustu i potrzeb właścicielek. Każda bransoletka jest inna i na swój sposób wyjątkowa. Dlatego też wokół bransoletek charmsów powstają wciąż nowe społeczności. W internecie można znaleźć fora dyskusyjne i blogi poświęcone tej biżuterii. Właścicielki dzielą się zdjęciami swoich bransoletek i wymieniają informacjami na temat nowych producentów czy miejsc gdzie je można dostać. Często pojawiają się poszukiwaczki konkretnych motywów. Tak więc charmsy to nie tylko biżuteria magiczna, ale również cała kultura i niezwykły światowy trend.
 

Wszyscy mają charmsy, mam i ja ! ;) 
Na początku nie podobały mi się i nie chciałam mieć. Nie wiedziałam po co i do czego. Uważałam to za dziecinne i jakieś na siłę wymyślone. Co zmieniło mój pogląd ? Ha ! Mój kochany TŻ ! <3
To on przyjechał do mnie z torebeczką od Apart'u. 
Zajrzałam i od tej chwili nie rozstaję się z tym cudeńkiem. ;)
TŻ kupił mi wtedy bransoletkę o dużych oczkach z dużym zapięciem oraz dwa charmsy ( bo jak sam stwierdził, jeden głupio wyglądał, no i zdecydować się nie mógł ;D ). 
Te dwa charmsy od niego to charmsowy kluczyk :


oraz charmsowa szpileczka peep toe ;) 


Czyli wszystko pasuje, gra i trąbi. Trafił idealnie ;) 
Zaraz po tym moja mama zachwycona charmsami dokupiła mi charmsową literkę M, 

  a ja kupując koleżance na urodziny charmsową bransoletkę w YES wraz z charmsowym samolotem kupiłam do swojego kompletu charmsowego YES'owego arbuza ! 


 Mniam !


Moja kolekcja w całej okazałości ;)




Na oku mam jeszcze w APARCIE : 




Oraz z YES :


I co najważniejsze ! ;) Święty Mikołaj powiedział cichutko, że pod choinką znajdę :


Jupiiiiii ! :)))))

Torebka na wykończeniu, zakupoholiczka w potrzebie.

No i musiałam kupić. Tym razem nie muszę usprawiedliwiać się sama przed sobą, sasasa ;D Nie uwierzycie, ale... robiąc zakupy w Tesco ( tak ! dokładnie w tym, w którym znajduje się sklep Butik ;D ) zostałam pozbawiona torebki ! Moja ukochana brązowa Chanel'ka z CARRY postanowiła mnie zrobić w trąbę i po odejściu od kasy, przewieszona przez ramię postanowiła mnie opuścić ! Co za wredna jędza !!! Jak nie pierdykło ;D Ja się oglądam, a tam ONA. Sobie leży i wypoczywa ! Dopiero później zdałam sobie sprawę, że urwał się pasek ;-( 
( a już miałam nadzieję, że gdy będę się po nią schylać poflirtuję na kucka z jakimś młodym i przystojnym ;D ).
Urwał się i chciał nie chciał musiałam ( no musiałam ! ) wejść do BUTIKU. I kupiłam. Czarna, zwykła, prosta, tania, fajna i jak znam życie dosłownie za niedługo mi się znudzi ;-D




Moje produkty od Essence.

Dzisiaj będzie o moich produktach od firmy Essence. 
Niewiele ich jest mimo iż bardzo lubię tą markę kosmetyków.


Pierwszą rzeczą Essence, którą kupiłam była Pomadka do ust nr 103 'Sparkling Angel'. Uchowała mi się do dzisiaj choć zostały jej już minimalne ilości ;) Jest niesamowita ! Szczerze powiem, że to jedyna pomadka, którą wykończyłam sama samiuteńka do końca nie oddając jej mamie ( 'bo mi się znudziła...' ). I jedyna, której kolor mnie powalił. Jest mega perłowy z mnóstwem drobinek, które jednocześnie nie iskrzą na ustach jak oszalałe a jednak usta są piękne. Moje usta ją ubóstwiają i już chyba nie znajdą drugiej takiej number One mimo najszczerszych poszukiwań. Oto to cudeńko ;) 


Cienie Essence mniej i bardziej lubiane ;P 


Pierwsze to te mniej lubiane. Mianowicie Cień do powiek Essence, nr 30 HAPPY HOUR, metallic effect. Kolor jest bardzo intensywny. Podoba mi się lecz nie nadaje się na co dzień. Faktycznie jest metaliczny i ma mnóstwo świecących drobinek. 


Drugi z moich cieni Essence to Cień do powiek Essence, nr 16, GO GLAM, shimmer effect. To cudny fiolet, od którego jestem uzależniona ;) Świetnie się nakłada, pięknie wygląda na powiece. Nie jest metaliczny jak pierwszy i to jest chyba jego duży plus według mnie ;) Zresztą sami możecie to zobaczyć :


Ostatni mój cień od Essence to Poczwórne cienie do powiek Essence Quattro, nr 05 to die for.
Długo szukałam paletki w tejże kolorystyce i oto mam ;) Dwa pierwsze u góry są świetne jako podstawowy cień. Fajnie można je łączyć i kombinować. Zdecydowanie polecam jeśli ktoś preferuje kremy, beże i brązy na co dzień w niskiej cenie ;)



 Kolejny produkt to Jedwabisty róż Essence, nr 10 Adorable. Wzięłam pierwszy lepszy z półki. Po prostu wpadł mi w oko choć nie byłam do końca przekonana co do niego ponieważ jestem zakochana bez pamięci w różu Bourjois. Jednak ku mojemu zaskoczeniu podbił on moje serce. Jest świetny na co dzień! Daje tak naturalny efekt i tak piękny, że Bourjois poszedł w odstawkę ! Ma tylko jeden minus niestety. Co prawda jest niedrogi lecz tak szybko znika z pudełeczka, że pod tym względem na pewno nie pobije mojej ukochanej burżujki.


Ostatnie dwa produkty to produkty zapewne dobrze Wam znane i lubiane. To produkty z najnowszej limitowanki Essence, a dokładniej Puder rozświetlający Essence, nr 01 THE FAMOUS FLAMINGO z kolekcji return to Paradise. 


 Uwielbiam rozświetlać nim buźkę. Sczególnie w tą mroźną zimę. Wystarczy jego niewielka ilość. Może także służyć jako róż, bo super się do tego także nadaje. Zastanawiam się nawet nad kupnem zapasowego opakowania zanim skończy się limitka. Jego koszt to niecałe 13zł. 


  
I Eyeliner Pen Essence z kolekcji return to Paradise, kolor fioletowy. Jest poręczny. Nieziemsko trwały, nawet kreska namalowana na ręce schodzi strasznie ciężko. Zdecydowanie nadaje się na trudne warunki atmosferyczne ( daję głowę, że nie spłynie ;) ). Jego kolor pięknie podkreśla shimmer'owy cień prezentowany wyżej. Jestem zadowolona ;)


To wszystko póki co ;) 
Jak na zakupoholiczkę przystało zapewne w niedługim czasie jeszcze coś przybędzie :D

Droga Zimo, wypie.rda.laj ! ;)


środa, 1 grudnia 2010

Andrzejkowy wieczór.

Wczoraj były Andrzejki. Wpadli znajomi. Było dobre jedzonko. Martini, piwko. Słodkości oraz jesienny hit...


;)
  

Butikowe szaleństwo ;)

Niedaleko mojego mieszkania jest ogromne Tesco (otwarte 24h), w którym jest pasaż sklepów otwartych do godziny 18.00. Między innymi są tam sklepy takie jak : Butik, YES, Deichmann itd. I ostatnio robiąc zakupy po 22.00 zauważyłam właśnie BUTIK. Kiedyś pracowałam w jednym z ich sklepów ( bardzo miło wspominam ;) ). Zauważyłam na wystawie... no wiadomo - torebkę :D 
Zerknęłam teraz na ich stronę i okazuje się, że jest teraz promocjaaaaaaaaa!



Przeceniona z 49,90zł na 24,90zł !


Panterkowa przeceniona jest z 39,90zł na... 19,95zł !

Na wystawie widziałam czarną, jest świetna. Pojemna szczególnie na uczelnię :) Myślę, że przy najbliższej okazji stanę się posiadaczką czarnej oraz panterkowej ! :) Nie mogę się oprzeć !

Poza tym na stronie wypatrzyłam jeszcze kilka fajnych ciuszków w super cenach :) Oto one :


Spódniczka, czarna. Mam taką mini bombkę w kolorze granatowym z New Yorker'a i ją bardzo lowe <3 ! Teraz chciałabym czarną :D Cena : 29,90zł.


Przydałby mi się również granatowy sweterek do granatowych kozaków :) 
Cieplutki, milutki, wiązany w cenie : 59,90zł.


Niedawno stałam się posiadaczką bluzy F&F z Tesco w kolorze pudrowy róż z serduchem (nierozpinana) i jestem jej fanką ! Nie mogłam znaleźć jej zdjęcia na stronie, ale jak zrobię jej zdjęcie na pewno wstawię. Dlatego gdy ujrzałam tą pomyślałam, że będzie tak samo sympatyczna jak ta z F&F :) Cena : 59,90zł.


Sweterek w tymże kolorku również byłby mile widziany w mojej garderobie ;) Cena : 59,90zł.


Byle do zakupów :D 

"Parking na drodze krajowej", czyli łódzkie realia.

W poniedziałek z pracy wracałam od godziny 15.30 do godziny 22.25. Prawie 7,5 godziny. Klęłam, marzłam, krzyczałam, płakałam, darłam się, dzwoniłam na Policję, śpiewałam, robiłam samochodową imprezę :D, rozmawiałam godzinami przez telefon (dobrze, że miałam przy sobie 3 bo dwa się rozładowały), wściekałam się, spałam (!), a biedny TŻ jechał za mną i przerabiał to samo co ja. Przebijaliśmy się od ulicy Zamkniętej na Chojnach do ulicy Rojnej na Teofilowie. O godzinie 17.00 śmiałam się, że "zajedziemy na 22.00" i wykrakałam. Co tu dużo mówić PORAŻKA ! Znalazłam filmiki na yt :D